środa, 10 grudnia 2014

O węglu

Szutnik to jeden z autorytetów wypowiadających się na forum Stockwatcha. Warto go czytać, bo widać, że ma szeroką wiedzę. Ostatnio opublikował w swojej kronice ciekawe spostrzeżenia dotyczące JSW i węgla w Polsce. Ponieważ warto słuchać mądrych ludzi to pozwalam sobie na umieszczenie tej analizy na blogu:

"Zacznijmy od spraw ogólnych, dotyczących surowców w ogóle z naciskiem na węgiel. Bez tego trudno cokolwiek mówić o JSW w szczegółach.

1.
Rynek surowcowy praktycznie zachowuje się odwrotnie do USD. Jeśli USD się umacnia i jest to silny trend, nie ma co marzyć o wzrostach cen surowców. Co najwyżej jakieś odbicia lub trend boczny (oczywiście mówimy tu nie o pojedynczych sesjach tylko o perspektywie co najmniej 10 tygodni, mogą być pojedyncze sesje równoczesnych wzrostów USD i cen surowców)

2.
Węgiel (energetyczny czy koksowy, tu w sumie jest niewielka różnica) jest najwrażliwszym i najsłabszym surowcem energetycznym. Najszybciej wchodzi w spadki, gdy koniunktura gospodarcza siada i ostatni przechodzi do wzrostów, gdy koniunktura się poprawia.

3.
Gdzieś w okolicach 2007 – 2011 (zależnie od surowca) skończyła się ponad 10 – letnia hossa na rynkach towarowych. Na węglu był to 2011. Niestety bessy surowcowe mogą być bardzo długie. Poprzednia trwała od 1981 do 1999-2002 (znowu zależnie od surowca). Ta bessa nie jest jeszcze nawet w swojej połowie. Jej podstawowym powodem jest zakończenie się wraz z kryzysem finansowym 2008 tzw. supercyklu kredytowego – obecnie wszyscy są zbyt zadłużeni, by nowy kredyt mógł być siłą napędową wzrostu gospodarczego. Uporządkowanie tej sytuacji zajmie jeszcze dobrych parę lat, podczas których siły deflacyjne będą miały przewagę, co nie będzie dobre dla surowców. Surowce zaczną drożeć gdy Świat wróci do normalnego wzrostu gospodarczego, nakręcanego nowym kredytem w sektorze prywatnym – mówiąc prościej: drożejące surowce wymagają sił inflacyjnych, których teraz nie ma i jeszcze co najmniej kilka lat nie będzie.

4.
Ostatnie spadki cen węgla to efekt jego rekordowej produkcji na świecie (najwięcej rocznie w historii!) z jednej strony i osłabnięcia globalnej koniunktury z drugiej. W latach hossy wszyscy zwiększali moce produkcyjne, odkrywano też złoża węgla w krajach 3 świata. W takiej sytuacji najbardziej premiowani są ci, którzy produkują najtaniej, a więc metodą odkrywkową w płytkich, nie zawodnionych złożach (obszary pustynne Australii i RPA) i na ogół w krajach 3 świata (Kolumbia, Indonezja). To oni będą wyznaczać dolny pułap cen. Dla reszty pozostaje alternatywa: dostosuj się albo zgiń.

5.
W ostatecznej cenie węgla u odbiorcy bardzo dużo znaczy koszt transportu. Niekiedy to ponad 50% ceny końcowej. Tylko ten fakt jako tako na razie chroni polskie górnictwo węglowe. Wielkie węglowce (statki typu „Capesize” albo „Panamax”) są zbyt duże, by wejść na Bałtyk, a mniejszymi jednostkami jest znacznie drożej. Potem trzeba to jeszcze przewieźć na południe Polski, gdzie jest większość elektrowni i hut, a PKP do tanich nie należy. Wszelkie projekty, zmierzające do obniżenia hurtowych stawek transportowych (żegluga na Odrze, deregulacja kolei itp.) będą osłabiać polskie górnictwo. Dlatego tak niebezpieczny dla polskiego górnictwa jest rosyjski węgiel, z silnie dotowanym przez Rosję transportem do Europy. Rosyjski węgiel jest głównie energetyczny, ale węgiel z Zagłębia Peczory (północny Ural) jest typu koksowego i może stanowić konkurencję dla JSW, jeśli nie bezpośrednio w Polsce, to np. na Słowacji. Tu jest pole do popisu dla polskiego rządu. Wiadomo, że nie można całkowicie zablokować importu rosyjskiego węgla, bo dostaniemy retorsje na polski eksport do Rosji. Polska to nie Chiny, które zagroziły blokadą importu rosyjskiego węgla po cenach dumpingowych i Rosja się ugięła, ale odpowiednio manewrując w negocjacjach kwestią rosyjskiego nieuczciwego dumpingu cenowego na kosztach transportu i grożąc skierowaniem tematu do międzynarodowego arbitrażu można spróbować zawrzeć jakiś kompromis, lepszy od obecnego „dzikiego” stanu, gdy koszt przewozu rosyjskiego węgla ze wschodniej granicy Polski do Białegostoku bywa wyższy od kosztów transportu zza Uralu na zachodnią granicę Białorusi. Tylko kto to miałby zrobić? Janusz Piechociński, znany bardziej jako Fred Flintstone?

6.
Śląskie górnictwo, a więc i JSW, musi postawić na rentę geograficzną. Trzeba skupić się na utrzymaniu najbliższych odległościowo odbiorców, planowo rezygnując z tych mniejszych a odleglejszych, jeśli są nieopłacalni. Tu rozumiem przede wszystkim obszary o wysokim koszcie transportu węgla z zewnątrz, a więc południowa Polska, Czechy, Słowacja, północna Austria i południowo-wschodnie Niemcy. To tam polski węgiel jeszcze może być konkurencyjny. Zwłaszcza rynek czeski, z racji kończenia się obecnie wielu czeskich złóż, będzie za parę lat „polem niczyim”, do zagospodarowania przez eksporterów. Czesi już o tym wiedzą, stąd np. kupno przez czeski EPH kopalni „Silesia” w Czechowicach, jako ruch wyprzedzający tę sytuację. Dla JSW Czechy to „rzut beretem”, bo północne Morawy to duży ośrodek hutniczy. JSW musi walczyć zębami i pazurami o jak największy kawałek tego rynku, stopniowo opuszczanego przez miejscowych producentów. W Jastrzębiu chyba o tym wiedzą?

7.
Polskie górnictwo ma jedną sporą, nie ruszoną dotąd rezerwę – 5 dniowy dzień pełnej pracy. Weekendy to tryb „biegu jałowego”, remonty + utrzymanie w gotowości. Na świecie górnictwo pracuje na ogół w systemie 7 dniowym. Oczywiście ludzie chodzą na 5 dni, ale maszyny urabiające + odstawa urobku pracują 7dni/tydzień. Po prostu niektórzy mają wolny poniedziałek i wtorek, a nie sobotę i niedzielę. Sądzę, że pomimo silnej blokady z dawnych lat na poziomie społeczno - obyczajowym, sytuacja zewnętrzna za jakiś czas wymusi to rozwiązanie, co pozwoli o jakieś 15-20% obniżyć koszty oraz obronić trochę miejsc pracy w górnictwie. Tu trzeba jeszcze dodatkowo popracować nad zmniejszeniem awaryjności sprzętu, ale to da się zrobić. Niestety nie wszędzie można będzie przyspieszyć i zwiększyć wydobycie – są rejony, gdzie fronty wydobywcze nie mogą iść szybciej z racji zagrożeń (głównie tąpaniami i metanowego). W najgłębszych kopalniach JSW takich miejsc jest niestety sporo, ale to i tak poprawiłoby ogólną sytuację tej spółki.

8.
Kolejnym punktem słabości polskiego górnictwa jest wysoki poziom korupcji i złodziejstwa wśród managementu, czasem chyba lepiej byłoby ich nazwać „menedżMĘTEM”. To powoduje, że wiele dostaw materiałów/ usług dla zakładów górniczych jest obciążonych extra podatkiem p.t. ”A co ja z tego będę miał?”, często nawet na kilku poziomach. JSW jest na ten problem mniej narażona niż KHW czy KW, ale nie jest od niego wolna. Zmniejszenie skali złodziejstwa powinno również o jakieś 5-10% poprawić konkurencyjność cenową JSW. To zadanie dla Rady Nadzorczej - trzymać Zarząd za pysk w tym temacie. Ryba psuje się od głowy, ale naprawia też.

9.
Związki zawodowe w górnictwie są potrzebne, ale nie w takiej, przerośniętej skali. Jest stosunkowo prosty sposób poprawienia sytuacji: dziś firmy węglowe przelewają składki związkowe bezpośrednio z wypłaty członka na konto związku, pracownik tych pieniędzy nie widzi na oczy. Wystarczy zaprzestać tej praktyki – niech pracownik sam płaci swoje składki związkowe, w wygodnej dla siebie formie, jeśli tego chce. Wtedy zacznie rozliczać związki z działalności, a część związków, te najmniejsze, po prostu upadnie. Koszty utrzymania związków zawodowych w dużych zakładach w myśl słynnej AWS-owskiej ustawy o związkach zawodowych (tzw. „14 robi nowy związek”), uchwalonej pod koniec lat 90-tych „pod kolegów” spadają na pracodawców….

10.
Polski rząd zachowuje się wobec górnictwa węglowego schizofrenicznie. Z jednej strony wykonuje jakieś mniej czy bardziej sensowne ruchy ratunkowe, z drugiej – doi je niemiłosiernie, pogarszając jego i tak kiepski stan. Wg obliczeń Górniczej Izby Przemysłowo Handlowej w 2000 r. obciążenie podatkowe 1 tony węgla wynosiło 35,15 zł. W 2013 r. było to już 95,63 zł/tonę, wzrost znacznie powyżej zagregowanej inflacji za te 13 lat. Czy to obciążenie musi być aż tak wielkie? A może lepiej je trochę zmniejszyć, obniżając tym samym próg rentowności zakładów górniczych? Może to jest tańsze od panicznych a niezbyt przemyślanych ruchów pomocowych, wykonywanych pod presją chwili? JSW też by na tym skorzystała, a sądzę, że w końcowym rachunku i Skarb Państwa również.

11.
Drażliwa kwestia płac. Teoretycznie w górnictwie zarabia się dużo. W praktyce zarobki są bardzo nierówne. Zbyt dużo zarabia management i wyższy dozór, jak na to, co sobą prezentuje, zbyt mało pracownicy fizyczni. Nikt w Polsce nie mówi (przynajmniej ja nie słyszałem) o tym, że relatywnie wysokie średnie wynagrodzenie w górnictwie węglowym to po pierwsze efekt doliczania pensji managementu do średniej, po drugie i znacznie ważniejsze: efekt tego, że duża część pracowników fizycznych i dozoru pracuje „na okrągło”, by nadgonić finanse domowe, bo soboty i święta są dużo lepiej płatne. Nie jest niczym nadzwyczajnym górnik, pracujący 30 dniówek w 30 dniowym miesiącu, bez jednego dnia wolnego, oczywiście wszystko kosztem zdrowia. Moim zdaniem problem innego ustawienia płac będzie do rozwiązania wraz z 7 dniowym tygodniem pracy. W obecnym systemie nie da się funkcjonować w ramach zakładu górniczego bez prac sobotnio – niedzielnych.

Reasumując to wszystko – perspektywy utrzymania rentowności przez JSW są, nawet pomimo dalszych spadków cen węgla, jeśli ktoś weźmie się kompleksowo do rozwiązań w kierunkach, które tu ledwie naszkicowałem. Dodatkowo trzeba popracować nad poprawą efektywności na poziomie mikro, w każdym zakładzie górniczym z osobna. Niekiedy zmiany wewnątrz kopalń są bardzo proste do zrobienia i szybko dające efekty ekonomiczne, ale są blokowane przez ich dyrekcje, które wiedzą, że w mętnej wodzie łatwiej złapać duże ryby, co też i robią, zazwyczaj kosztem zarządzanej kopalni.


Jeśli chodzi o notowania JSW – krótkoterminowo tu zadecyduje punkt 1, czyli siła USD, a także stan chińskiej gospodarki, a może bardziej oczekiwanie zarządzających na jego poprawę, zdaje się widoczne ostatnio na wykresie chińskiego indeksu SSE.
Obecnie Dollar Index dotarł od spodu do swej 200- miesięcznej średniej na silnym wykupieniu, co może być zaproszeniem do korekty. Analogicznie EURUSD testuje już po raz 3 swoją 200-miesięczną średnią od góry. Do tej pory była to skuteczna linia obrony dla Euro. Wygląda na to, że teraz też ma spore szanse na powstrzymanie spadków Euro i wyprowadzenie korekcyjnego odbicia (a więc osłabienia USD), przynajmniej na parę miesięcy. Jeśli tak będzie, to zapewne impulsem będzie coś, co się znajdzie w komunikacie z posiedzenia FED 17 grudnia br. Czyżby osłabienie kursu na zaostrzenie polityki monetarnej w USA?
Złoto i srebro wydaje się już w to grać, a leciutko poprawiająca się sytuacja techniczna na JSW (wyraźny popyt w okolicach 20 zł) też zdaje się pochodzić od rozumujących podobnie zagranicznych funduszy. Kilkudziesięcioprocentowa korekta na JSW wydaje mi się w tych okolicznościach dość prawdopodobna, jeśli FED zrobi to czego się po nim spodziewam, ale na przesadnie dużo bym nie liczył – jesteśmy w bessie surowcowej (patrz punkt 3)."

2 komentarze :

  1. Do podobnych wniosków doszedłem u siebie ;-)

    http://krzabr.blogspot.com/2014/11/krotkie-spojrzenie-na-jsw.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny blog, gratuluję!

      Odnośnie JSW czy da się oszacować jak długo przy obecnych cenach surowca i zapowiedzianych oszczędnościach na ten rok (253 mln zł) uda utrzymać się płynność finansową?

      Pozdrawiam. Twister.

      Usuń